Woolf

Woolf

„Septimus usłyszał, jak mówi tuż przy jego uchu – KAER – głęboko, miękko niczym łagodny dźwięk organów, ale jednocześnie z pewną szorstkością w głosie przypominającą granie świerszcza […]. Ach, co za cudowne odkrycie: głos ludzki w pewnych warunkach atmosferycznych (bo trzeba mieć do wszystkiego podejście naukowe, to najważniejsze!) pobudza drzewa do życia.”                                                                                                                                                                                                                /V. Woolf, „Pani Dalloway”/   

Świat w świecie. Pryzmat obojętności. Nihilizm epistemologiczny. Zanurzenie w rzeczywistości wykreowanej przez nasze wewnętrzne pragnienia. Oj, Virgina wiedziała jak czarująco wygląda świat, gdy zdamy sobie sprawę, że każda jego najmniejsza cząstka jest wytworem naszej wyobraźni, nadświadomości, interpretującej wszystko na swój, często pogmatwany sposób. Patrzenie i opisywanie, nie jest nigdy obiektywne, bowiem to co istnieje, istnieje tylko dzięki naszej uwadze. Przechodząc obojętnie obok zjawiska, stworzenia, inkarnacji – odbieramy im przymiot ważności, czyniąc na powrót martwymi, pozostawiając w poczekalni ukrytych sensów. Nowy sposób tworzenia, polgający na impulsywnym, spontanicznym zapisywaniu wszystkiego, co pojawia się w ludzkim umyśle, doprowadził Virginię do wykreowania fantastycznej, filmowej narracji. Obserwujemy te same zjawiska, zdarzenia, oczami różnych ludzi – podstarzałych panien, konserwatywnych dam, weteranów wojennych, emerytów, imigrantów czy desperatów w końcowej fazie depresji. Odkrywamy jak zwykłe, codzienne, przypadkowe historie, zyskują zupełnie inny sens w oczach różnych osobowości. Domniemany przejazd króla, wywołuje wśród gapiów, reprezentujących różne stany klasowe, zgoła odmienne emocje – od wzruszenia, przez łzy, podniecenie, aż po złość czy irytacje. Tak więc źródło uczuć pozostaje to samo, choć prowadzi odbiorców w zupełnie inne stany emocjonalne. Zadziwiającym jest fakt, tak plastycznego kreowania opisów, że trudno zgubić się w tym natłoku myśli, jednak tezy o fenomenie Virginii Woolf, nie są kluczem dzisiejszej rozprawki. Autorka zauważa coś, czego na nowo uczymy się w dzisiejszym świecie. Świecie do nie dawna negującym wszelkie odstępstwa. W społeczeństwie łatwych podziałów na katoli i lewaków, wykształciuchów i fizycznych. Tak, globalna ideologia prostych wyborów jest jedynie zafałszowaniem rzeczywistości. Nie jest dobrze, gdy sztuka podąża za trendami, które nie służą rozwojowi jednostki. „Bo trzeba mieć do wszystkiego podejście naukowe, to najważniejsze!”. Skoro dzięki wnikliwemu spojrzeniu Virginii wiemy już, że z pozornie jednoznacznej sytuacji, można wysnuć szereg różnych wątków i rozwiązań, łatwo możemy odnieść ową przywarę natury ludzkiej do sztuki. Nie zmusimy przecież odbiorcy, żeby bezwiednie podążał za naszą narracją, żeby wiedział z którego traktatu zaczerpnęliśmy dane rozwiązanie artykulacyjne. Możemy użyć stosownego wprowadzenia, by nasze przesłanie było logiczniejsze, przejrzyste, jednak nie zmusimy tym samym odbiorcy, do takiego zaangażowania emocjonalnego, jakie skroiliśmy na miarę wielkiej fugi (w której można to i to, a zgodnie ze stanem wiedzy – tamto jest wykluczone!). Może to lęk przed oceną, przed oskarżeniem o dyletanctwo prowadzi nas na manowce, gdzie zapominamy o potrzebach drugiego człowieka? Potrzebach duchowych, które pragnie on zaspokoić wtapiając się w homeryczny, poetycki język muzyczny Jana Sebastiana Bacha (bez względu na wyznanie, opcję polityczną, poglądy estetyczne). Drżyj ziemo przed oziembłością Twych wieszczów, odrzucających płomień boskiej inspiracji. Z niej bowiem rodzą się dzieła wiekopomne, (poddawane operacyjnym analizom) które służą każdemu prostemu człowiekowi, o sercu otwartym i chłonnej duszy…