#extreme

#extreme

Zmartwychwstanie to piekielnie trudna sprawa. A zmartwychwstać i przetrwać na wieki to już zagadnienie z dziedziny cudów nad cudami. Pojawienie się nagle w nowym świecie, który zmienił się nie do poznania, może okazać się szokujące zarówno dla zmartwychwstałego jak i obserwatorów zdarzenia. Sytuacja staje się jeszcze bardziej zagmatwana, gdy okazuje się, że „za życia” osoba powracająca, była raczej konserwatywna i tkwiła jeszcze w neoromantycznych kanonach, gdy w Europie powoli zadamawiała się awangarda… Śmierć dotykająca dzieła sztuki jest hibernacją często dyktowaną zmianami estetycznymi, te zaś wypływają wprost z postaw filozoficznych i ideologicznych na których powstaje piramida potrzeb życiowych. W tym nostalgicznym uśpieniu czekają na odnalezienie swojego „Savalla”, który pod grubą warstwą kurzu dostrzega zaginione perły. Możliwe jednak, że w ferworze walki, dzisiejszy Kolumb przeceni odnalezioną krainę, nadając jej nie wiedzieć czemu niebotyczną rangę. Nie każde znalezisko jest na wagę kolejnej kantaty Bacha! Współczesna kultura dźwiga za sobą bez mała VII wieków spuścizny artystycznej przodków. Gdyby pomnożyć tą liczbę przez ilość samych kompozytorów (pomijając liczebność ich dzieł) brakło by nam życia na sporządzenie rzetelnej listy nazwisk (znów nie wspominając o możliwości wysłuchania choćby po jednym dziele każdego z nich). Wznawianie, wprowadzanie na światło dzienne dzieła pozbawionego wieloletniej tradycji wykonawczej to ryzykowna próba konfrontacji ze współczesnością. Co innego, po raz kolejny w nowym świetle pokazać Chopina, co innego nowoczesnego człowieka skonfrontować z muzyką Nowowiejskiego, której nie słuchał od dziecka i z którą nie obcuje na codzień. Tym bardziej, że twórczość Feliksa reprezentuje styl tęsknoty za światem już dawno minionym. Jego dziewięciu symfoniom organowym pisanym na przełomie lat 20 i 30 XX wieku bliżej do twórczości Rheinbergera, Brucknera w budowie formalnej- Chopina, Moniuszki i Noskowskiego w sferze wyrazowej- niż do powstających w tamtym czasie sonat organowych Hindemitha czy piewrszych utworów organowych Messiaena. Neoromantyzm, który tak wspaniale rozwijał się w Stanach Zjednoczonych (czego objawem był sukces muzyki Rachmaninova w „nowym świecie”)- w Europie uznawany był już za przebrzmiały, i co tu dużo pisać- nie przystawał do trudnej sytuacji starego kontynentu, targanego przez kolejne nacjonalizmy po I wojnie światowej. Poszukiwanie stylistyki Nowowiejskiego to poszukiwanie świata idealnego, utraconego, tak pieszczonego we wspomnieniach kolejnych pokoleń Polaków. Legendarny idiom tęsknoty, tak często przypisywany muzyce Fryderyka Chopina- niczym z mlekiem matki wyssali twórcy I poł.XX wieku z Paderewskim i Nowowiejskim na czele. Źródłem ich muzycznych uniesień stają się głębokie przeżycia patriotyczne i religijne, hołdujące romantycznym tradycjom twórczym. Postawa w jakiej stawia się kompozytor nakierowana jest na przeszłość, sentyment, szacunek do wartości ponadczasowych. Polem eksperymentu dźwiękowego staje się harmonia, w której odnajdujemy ducha niespokojnych czasów. Nadzieją na ich przezwyciężenie ma być melodia, stopniowo podkopywana przez nowe prądy artystycznej awangardy. Jak odnajduje się Nowowiejski dziś, po latach przemian, w świecie w którym jednego dnia słuchamy Palestriny, Bacha, Musorgskiego i Jacksona ot tak, bez większego wysiłku? Czy silny ładunek emocjonalny jego twórczości znajdzie entuzjastów w świecie nakierunkowanym na rzetelną wiedzę, liczby, konkrety? Być może przy okazji jubileuszu- subtelność, intymność, patos i nastrojowość- a więc oręża romantyków – zyskają blask cnót, który utraciły w pejoratywnym spojrzeniu współczesności… „Być kompozytorem i nie być muzykiem to tragedia. Oznacza, że jest się geniuszem bez talentu”- pisała Nadia Boulanger, rówieśniczka Nowowiejskiego, który muzykiem był, często wbrew trendom kompozytorskim…